AKTUALNOŚCI
17 LISTOPADA - WSPOMIENIE LITURGICZNE ŚW. ELŻBIETY
WĘGIERSKIEJ dla Zgromadzenia jest dniem patronalnego
święta. W duchu elżbietańskiej miłości siostry tego dnia dzielą
się chlebem dobroci z innymi. W Zalesiu Górnym Św. Elżbieta
wraz z siostrami i Młodzieżą Elżbietańską odwiedziła
Hospicjum przy Parafii św. Huberta oraz pobliskie domy
zanosząc tam śpiew, modlitwę, radość i symboliczny
elżbietański chleb. W ten sposób siostry uczciły swoją
Patronkę odpowiadając całym sercem na jej wezwanie, by
uszczęśliwiać innych. W wielu oczach pojawiły się łzy radości…
MENU
ZGROMADZENIE SIÓSTR ŚWIĘTEJ ELŻBIETY PROWINCJA WARSZAWSKA
|
Zgromadzenie Sióstr Świętej Elżbiety 2009
Łączy nas wspólne pragnienie przedłużania dzieła św. Elżbiety Węgierskiej. Chcemy w
drugim człowieku rozpoznawać Jezusa, który jest głodny, spragniony, nagi i osamotniony…
DLACZEGO WSPÓLNOTA?
Każdy człowiek potrzebuje oparcia. Wszyscy dążymy do budowania więzi między sobą i
dobrze czujemy się w towarzystwie ludzi, którzy myślą i czują podobnie... dzielimy się z nimi
przemyśleniami, chętnie tworzymy coś wspólnie... Dlatego powstała nasza wspólnota. JEŚLI
MYŚLISZ PODOBNIE, JEŚLI W TWOIM SERCU PORUSZYŁA SIĘ WŁAŚNIE STRUNA
MIŁOSIERDZIA .... PRZYJDŹ I ZOSTAŃ JEDNYM Z NAS...
MŁODZIEŻ ELŻBIETAŃSKA
SPOTKANIA:
Spotkania modlitewne ME odbywają się w każdą DRUGĄ NIEDZIELĘ MIESIĄCA o godz.
15.00 w domu Sióstr Elżbietanek przy ul.Rycerskiej 2 w WARSZAWIE.
Są to spotkania biblijne. Słowo Boże, które rozważamy POSYŁA NAS do bliźnich... Dlatego ME
żywo angażuje się w wolontariat i pracę charytatywną w swoich Parafiach. Dotychczas
odwiedzaliśmy szpitale i hospicja, w których przebywają ludzie często pozbawieni nadziei...
Chcieliśmy tam zanieść Dobrą Nowinę i odrobinę radości; a przy okazji to my przeżyliśmy
prawdziwe REKOLEKCJE.
PRZESŁANIE EWANGELICZNE „ ME”
(Łk 10,25-37) Samarytanin podróżował, ale z całą pewnością celem jego podróży nie była
swiątynia w Jerozolimie. To nie była jego świątynia. Wędrując drogą zboczył z niej, by podejść
do ubogiego, porzuconego przez wszystkich. I tak, nawet tego nie zauważając, zbliżywszy się
do człowieka, zbliżył się do Boga. Odnalazł Boga niewidzialnego, który stał się widzialny; był
tam, na wyciągnięcie dłoni, w osobie nieznajomego, zranionego, ofiary. Samarytanin ujrzał
Boga, patrząc na ubogiego i współczując mu.
Młodzież Elżbietańska nosi w sercu takie właśnie pragnienie...Nie chcemy innym dawać
jałmużny, lecz serce, miłość, swoją radość i entuzjazm.
Doświadczamy jednocześnie, że dzieląc się z bliźnimi, pomnażamy dary, jakimi obdarzył nas
Pan Bóg. Ten sposób służenia czyni posługującego pokornym. Nie wynosi się on nad
drugiego, jakkolwiek nędzna byłaby jego sytuacja w tym momencie. Kto pomaga, dostrzega,
że właśnie i jemu udzielana jest pomoc; nie jest jego zasługą, ani tytułem do chluby fakt, że
może pomagać. To zadanie jest łaską!!!
My służymy na tyle, na ile możemy....robimy to wszystko w oparciu o siłę, jaką dysponujemy.
To zadanie dobrego sługi Jezusa Chrystusa, które zawsze jest źródłem dynamizmu: "Miłość
Chrystusa przynagla nas" (Deus Caritas est)
ŚWIADECTWO:
Ile razy idąc ulicą widzę leżącego człowieka, nie potrafię przejść obok obojętnie... Pamiętam
bardzo dobrze pewne wydarzenie sprzed dwóch lat. Był grudzień, tuż przed Świętami.
Wszyscy już kupowali i ubierali choinki...gotowali pyszne potrawy...sprzątali podwórka i
domy... Taki mroźny grudniowy dzień. Ostatni czas, aby jeszcze zdążyć "uszczęśliwić innych",
którzy czekali na dary i paczki.
Umówiliśmy się z Karolem późnym wieczorem. Mieliśmy wspólnie rozwieźć żywność
najuboższym rodzinom naszej parafii. Zmrok bowiem przełamuje skrępowanie
obdarowywanych, którzy często nie potrafili nam spojrzeć w oczy... Załadowaliśmy pełen
samochód darów i wyryszyliśmy w drogę. Rozwożenie paczek zajęło nam bardzo dużo czasu,
tak zastała nas godzina 23.00
Już kierowaliśmy się w stronę domu, kiedy nagle na zaśnieżonej drodze znaleźliśmy leżący
rower. Zatrzymaliśmy się z pewnym lękiem, aby odnaleźć właściciela. Dokoła las, ani żywej
duszy...ciemno...zimno i do domu daleko...Nikt się nie ruszał w gęstwinie lasu... Nikt nie
wydawał odgłosów życia...
Kiedy odchodziliśmy zrezygnowani, weszłam niechcący na czyjąś rękę. Okazało się, że pod
moimi nogami leży zziębnięty, wymrożony człowiek...Temperatura dochodziła do -30 stopni.
Mężczyzna ten wcale nie reagował na nasz głos i próby nawiązania dialogu. Z wielkim trudem
wzięliśmy go do samochodu. Tam doszedł do siebie, ale nie umiał powiedzieć nam, gdzie
mieszka i jak się nazywa...Gdy straciliśmy nadzieję, że coś sobie przypomni, wypowiedział
nazwę pobliskiej wioski. Pojechaliśmy tam w nieznane, domyślając się, że tam ktoś na niego
czeka. Dojeżdżając do podanej miejscowości, myśleliśmy co dalej??? Odpowiedź okazała
się być bardzo prosta. TYLKO w jednym domu świeciło się światło. Nikt nie poszedł spać, bo
tato nie wrócił jeszcze z pracy.
Podjechaliśmy do gospodarstwa - tam wybiegły boso na śnieg dzieci i zapłakana matka.
Szybciej od nas znalazły się w samochodzie na kolanach prawie nieprzytomnego ojca. Matka
szła wolniej, trochę zakłopotana tą sytuacją. Wspólnie wyciągnęliśmy mężczyznę z
samochodu i zaprowadziliśmy do domu. Opowiedzieliśmy gdzie i jak go znaleźliśmy....
Gdyby nie ten rower mógł zamarznąć? Gdyby nie rower przeszlibyśmy obok niego obojętnie!!!
Tak zaczęły się dla nas Święta Bożego Narodzenia. Jezus przyszedł do naszego serca bardzo
ubogi...A dzieciom sprawił tyle radości...
Przychodzę na spotkania Młodzieży Elżbietańskiej, by nie przegapić JEZUSA w drugim
człowieku w mojej codzienności.
s. Katarzyna
Kapłan i lewita przemierzali natomiast
religijny szlak, nie zważając na nic, łudząc
się, że obecność Boga ogranicza się tylko
do obszaru świątyni. Nie rozumieli, że
istnieje droga, która bezpośrednio
prowadzi do Boga. Do Boga przychodzi się
jedynie tą drogą, która zbacza w kierunku
bliźniego. Aby przyjść do Boga, trzeba
zatrzymać się przy człowieku (nieważne kim
jest), który domaga się uwagi, przez wzgląd
na szacunek i miłość, która mu się należy.
Najcenniejszym darem jest ten, który daje
nam Chrystus, że możemy „stać się jego
bliźnimi” w Jego niezliczonych
uosobieniach człowieka ubogiego. (A.
Pronzato „Śladami Samarytanina”)
"Potrzebna jest dziś nowa wyobraźnia Miłosierdzia, której przejawem będzie nie tyle i nie tylko
skuteczność pomocy, ale zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania
się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako
świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr. Winniśmy zatem postępować tak, aby w każdej
chrześcijańskiej wspólnocie ubodzy czuli się jak u siebie w domu." (NMI 50)